Kanonizacja Jana Pawła II. Pielgrzymka z Żytomierza.

Parafianie z katedry żytomierskiej udali się na pielgrzymkę do Rzymu na kanonizację Jana XXIII i Jana Pawła II. (22-31.04.2014 r.) Po drodze zwiedziliśmy Kraków, Padwę, Asyż i Wenecję. Kanonizacja była fascynująca, chociaż w Rzymie na samej Mszy św. dotarliśmy zaledwie do Mostu Anioła. Trzeba było zadowolić się telebimami i łącznością radiową przez komórki. Natomiast atmosfera, zarówno w Rzymie, jak i podczas całej pielgrzymki była nadzwyczajna. Z Żytomierza - pod wodzą o. Pallotynów, (Ks. Waldemara Pawelca - proboszcza z Dowbysza) wyruszyły trzy autobusy. Część grupy dojechała z Odessy i Lwowa. Z parafii katedralnej na pielgrzymi szlak wyruszyło 35 osób. Wśród nich niemała grupa żytomierskich Polaków skupionych wokół Żytomierskiego Obwodowego Związku Polaków na Ukrainie, z p. Prezes Wiktorią Laskowską Szczur i Kapelanem Polaków na Żytomierszczyźnie - chrystusowcem - ks. Jarosławem Giżyckim.
Pierwszą atrakcją "w drodze" było królewskie miasto Kraków. Oprócz Starego Rynku i Wawelu, obowiązkowo nawiedziliśmy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Tam też sprawowana była pierwsza pielgrzymia Msza Św. Drugi dzień był całkowicie zajęty podróżowaniem, ale nam pielgrzymom wcale się nie nudziło. Autobus rozbrzmiewał modlitwą i pieśniami. Wieczorem czekał nas nocleg na ziemi włoskiej w okolicy Wenecji. Tym razem jednak Wenecję omijaliśmy, żeby zakosztować atmosfery bazyliki św. Antoniego w Padwie. Boża Opatrzność czuwała nad nami, dlatego - choć się nieco spóźniliśmy, bo miliony turystów i pielgrzymów załadowały szlaki do Rzymu, uczestniczyliśmy we Mszy świętej wprost przy głównym ołtarzu razem z innymi grupami z Polski! Odnosiło się takie wrażenie, że cała Polska, jedzie do Rzymu na kanonizację. Św. Antoni uraczył nas kilkoma godzinami czasu na spokojną medytację, nawiedzenie grobu świętego i relikwii. Ta świątynia robi zawsze niebywałe wrażenie na wszystkich pielgrzymach. Nie byliśmy wyjątkiem. Wieczorem czekała nas jeszcze jedna atrakcja: Sanktuarium Eucharystyczne w Orvieto, poniekąd stąd wywodzi się początek uroczystości i procesji Bożego Ciała. Pasiasta katedra z niesamowitymi płaskorzeźbami na frontonie prowadziła pielgrzymów z Żytomierza do cudownego Korporału, na którym od kilkuset lat widnieją ślady Krwi Pańskiej.
Opuściliśmy Orvieto pod wieczór mając jeszcze do noclegu ładny kawałek drogi. Ale obsługa czterogwiazdkowego Foro Appio stanęła na wysokości zadania, zostawiając nam kanapki, żeby pielgrzymi, którzy przybyli dopiero po 24.00 nie zostali głodni. Nawiasem mówiąc, nasz hotel położony w wiejskiej miejscowości za Rzymem był ulokowany rzeczywiście przy starodawnej drodze rzymskiej Via Appia, po której kiedyś wędrowali św. Piotr i Paweł, oraz inni chrześcijanie.
Następnego dnia w doskonałych humorach (po włoskim śniadanku) wyruszyliśmy na podbój Rzymu. Trasa klasyczna - Bazyliki wielkie: Lateran, Watykan, Santa Maria Maggiore. Wszędzie nieprzebrane tłumy pielgrzymów, rozentuzjazmowany, kolorowy Kościół ze wszystkich narodów pod słońcem. Przewodniczka (p. Lesia z Berdyczowa!!!) wiele lat mieszkająca w Rzymie oprowadzała naszą grupę, robiąc to fantastycznie. Byliśmy zachwyceni i wdzięczni Bogu za naszą przewodniczkę, która pokazała żytomierzanom Forum Romanum, Fontannę Di Trevi (ścisk był niemiłosierny) oraz Plac Nawona z Bazyliką św. Agnieszki. (Kolejność, co prawda była odwrotna, ale to chyba niczego nie zmienia.) Nie można przemilczeć Panteonu i jego wartości modlitewnej, oraz patriotycznej. Tam znalazły swój wieczy odpoczynek wybitne postaci historii Italii, m.in Rafael. Niestety, tego dnia Bazylika św. Piotra była dla nas nieosiągalna. W kolejce do wejścia trzeba było stać ponad 4 godziny, których nie mieliśmy. Na nawiedzenie bazyliki w Niedzielę Bożego Miłosierdzia - dzień kanonizacji obydwu papieży - małe nadzieje. Pełni wrażeń wracaliśmy do Foro Appio, gdyż nazajutrz czekał nas najwspanialszy dzień, cel naszej pielgrzymki - kanonizacja Jana XXIII i Jana Pawła II. Z nowymi siłami wstaliśmy rześkim rankiem i już wiedzieliśmy, że pogoda będzie piękna. Po Rzymie poruszaliśmy się metrem. Jest to najwygodniejszy środek lokomocji. Na dotarcie na Plac św. Piotra nie było szans. umiejscowiliśmy się więc naprzeciw Zamku Anioła. Majestatyczna Bazylika św. Piotra i ulica Via della Conziliazione były na wprost nas. Przysiedliśmy na murkach starego, czcigodnego mostu z I wieku.W rękach wszyscy mieliśmy telefony komórkowe z nastawionymi falami radiowymi i transmisją po polsku. Pan Bóg zatroszczył się o to, aby wszyscy mieli możliwość słuchania transmisji, ponieważ słuchawki podarowano nam w Rzymie poprzedniego dnia, gdy zwiedzaliśmy Wieczne Miasto. Boża Opatrzność? Oczywiście, że tak. Wokół nas ze łzami w oczach Mszę Świętą kanonizacyjną przeżywali Polacy, Włosi, Francuzi, Argentyńczycy, Hiszpanie. Nie muszę dodawać, jakie to robiło na nas wrażenie. Tego miejsca nie zapomnimy nigdy. Tam usłyszeliśmy radosną nowinę o wyniesieniu do chwały świętych naszych Papieży. Ale to nie wszystkie niespodzianki, które dla nas zaplanował Bóg. Rzym był dobrze przygotowany na przyjęcie pielgrzymów. W pobliskim kościele Legionistów Chrystusa mogliśmy dopełnić naszego uczestnictwa we Mszy świętej i przyjąć Komunię świętą. Tam też były już przygotowane dwa ołtarze z wizerunkami świętych i ich relikwiami. Popołudniu udaliśmy się do Domu Głównego księży Pallotynów na Mszę świętą dziękczynną za kanonizację św. Jana Pawła II i św. Jana XXIII. Przy nietkniętym ciele św. Wincentego Palottiego, którego ciało złożone jest w szklanej trumnie pod ołtarzem, wyrażaliśmy Bogu nasze podziękowania i prośby w tak świętym dniu. Jak się okazało, Szczodry Bóg przygotował dla nas jeszcze jedną niespodziankę. W drodze powrotnej do stacji metra "zahaczyliśmy" na wszelki wypadek o Plac św. Piotra. Tego w planach nie było. Gdy o 17.00 z grupą z Żytomierza znaleźliśmy się na placu, okazało się że jest możliwość wejścia do Bazyliki św. Piotra!!! Biegiem, szczęśliwi i rozradowani, nieco zaszokowani, zameldowaliśmy się w kolejce i ... na nas czekała najpiękniejsza świątynia świata z niezwykłymi relikwiami i mozaikami, z grobami i ołtarzami świętych papieży, także nowych świętych Jana XXIII i Jana Pawła II. A przede wszystkim – Grób Św. Piotra. Byliśmy tam. Modliliśmy się za Ukrainę i za Polskę. Bóg otworzył przed nami całe podwoje swojego Miłosierdzia. Śpiewaliśmy w sercach "Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan!".
Dalej wszystko szło jak po maśle. Nie mogliśmy się nacieszyć otrzymanym szczęściem, gdy tak blisko był On, Bóg.
Epilogiem Pielgrzymki były jeszcze trzy dni, pierwszy w Asyżu u św. Franciszka. Asyż przywitał nas deszczem. Ale to nam nie przeszkadzało w modlitwie u grobu Biedaczyny z Asyżu. Potem zwiedzanie Górnej Bazyliki z odnowionymi po trzęsieniu ziemi freskami Giotta. Nocleg znowu mieliśmy u wybrzeży Lido Weneckiego. Następnego dnia Pan Bóg spłatał nam figla. Rano było zimno i deszczowo. Zanosiło się na brzydką Wenecję. Gdy jednak przypłynęliśmy stateczkiem do Miasta Dożów rozpogodziło się tak, że na niebie nie było żadnej chmurki. Wenecja stanęła więc przed nami w całej okazałości. Kilkoma grupami chodziliśmy po uliczkach podziwiając kanały z gondolami i przecudne kościoły. Tu i ówdzie brzmiało echo muzyki Antonio Vivaldiego. A ludzi było co niemiara! Być może dlatego przyćmiony został urok romantycznej Wenecji. Jeśli zaś na ulicach nie doświadczyliśmy tego, czego zwykle doświadcza się w Wenecji: piękna sztuki i geniuszu ludzkiego artyzmu, to z nawiązką wynagrodzeni zostaliśmy na Mszy świętej, wprost przy głównym ołtarzu w Bazylice św, Marka. Takich chwil się nie zapomina, gdy w spokoju, w modlitewnym skupieniu pośród przecudnych złotych mozaik zatapia się pielgrzym w kontemplację majestatu Boga. Świątynię tę bardzo lubią prawosławni. Nieraz można spotkać tam batiuszkę, który z fascynacją opowiada o losach relikwi św. Marka Ewangelisty i o znaczeniu ikonostasu w Złotym Ołtarzu. Tam Kościół nie jest podzielony. Tam Kościół jest bliżej do jedności, niż gdziekolwiek indziej na świecie. Orędownikami tej jedności byli zawsze nowi święci Papieże.
Podróż powrotna nie była, być może już taka łatwa. każdy z plecakiem wrażeń, nieco zmęczony, wracał do Kraju. Czekało nas jeszcze ostatnie „statio” pielgrzymki - Częstochowa. Była to prawdziwa perła w koronie, koniec, który wieńczy dzieło. U Matki Najświętszej, wprost przed Jej wizerunkiem w Częstochowskiej Ikonie spotkaliśmy się po raz ostatni z wielką rzeszą wdzięcznych pielgrzymów z całego świata, którzy powtarzali zawołanie świętego Papieża: Totus Tuus.
Wczesnym rankiem przywitał nas Żytomierz. Trwoga wojny, niepewność jutra nie mogła jednak stłumić darów Bożych. Każdy z Pielgrzymów przywiózł na Ukrainę coś niezwykłago, przeświadczenie o tym, że Bóg zwycięża, a my mamy wspaniałych orędowników, świętych Papieży, którym nie obcy był los Kościoła na Ukrainie.

Ks. Jarosław Giżycki TChr, Kapelan Polaków Żytomierszczyzny