Przejście przez Morze Czerwone

Zbliża się następna niedziela. Powstaje zazwyczaj  pytanie, że czas napisać następny felieton, ponieważ w piątek przyjdzie siostra Zosia i musi wydrukować następny Głos naszej kapelani.  Nie jest to zadanie łatwe. Ponieważ nie zawsze coś w tej głowie jest. Pomaga mi w tym czwartkowa adoracja w naszej katedrze. Ważne znaleść czas, aby pobyć w obecności  Pana. Wtedy też krążą po głowie różne myśli no i po jakimś czasie pojawia się ta właściwa...  temat do następnego  felietonu.

Ostatnnio słuchałem  kazanie ks. biskupa Grzegorza  Rysia paterza diecezji Łódzkiej.  Wygłosił je w czasie Wigili Paschalnej. Trzecie czytanie opowiada nam o przejściu Żydów przez Morze Czerwone. Na czym polegał ten cud pytał biskup? Czy na tym, że się wody roztąpiły? Nie...! Można to przecież wytłumaczyć racjonalnie. Wiatr wiał przez całą noc i wody się cofnęły. Jednak nie na tym polegał ten cud. Cud  polegał na tym, że oni tam weszli do tej wody. A może fale powróc ą? Przecież tam jest głębia. Talmud opowiada o pewnym żydzie. Nazywał się  Nahszon syn Aminadaba. On pierwszy wszedł w środek morza. Woda się podnosiła coraz wyżej,  a on szedł dalej. Wreszcie woda sięgała  szyi i decyzja .... iść czy nie. Za kilka kroków jest głębia mogę utonąć. Poszedł ... i wtedy wody się  rozstąpiły. Cud się dzieje najpierw  w człowieku.  I takie jest nasze życie. Na tym polega zaufanie Panu Bogu. Takie decyzje musimy podejmować może nawet codziennie. To ma się wydarzyć w każdym z nas. Krzyż to nie jest śmierć, ale narodziny. Piękne słowa ks. biskupa.

Panie spraw, aby to się wydarzyło w nas i dodaj nam odwagi  tak zaufać. Bo właśnie na tym polega Pascha.

Ks. Ryszard