Przypowieść o siewcy

 
 

Przypowieść o siewcy

Dobrze znana jest nam ewangeliczna przypowieść
o siewcy (Mk 4,1 –20). Zawsze poruszały mnie pierwsze słowa Pana Jezusa: „Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać”. Siewca, który sieje słowo, jest tak samo - jak w Kanie Galilejskiej, gdzie był obfity cud przemiany wody w wino – bardzo szczodry. Ale chciałbym teraz zwrócić uwagę na zakończenie tej przypowieści, która mówi o losie ziarna rzucanego w ziemię. Tylko ziarno, które pada na glebę żyzną, przynosi obfity plon. Trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny.

Glebą jest nasze ludzkie serca. Niestety często zimne, twarde, nieczułe. Kiedyś w komentarzu do tej przypowieści przeczytałem, że Pan Jezus - biorący do ręki krzyż - jest jak rolnik, który orze, zanim zacznie rzucać ziarno. Pan Jezus tym krzyżem - jak pługiem - użyźnia ludzie serca.
W Jerozolimie pobożni pielgrzymi odprawiają drogę krzyżową, idąc śladami Jezusa. Wtedy, w czasach Jezusa, ta droga była kamienista. Pan Jezus, niosąc krzyż, użyźniał twarde nasze serca.
Trzecia stacja drogi krzyżowej w Ziemi Świętej znajduje się przy polskiej kaplicy, którą odnowili żołnierze armii gen Andersa. Przedstawia pierwszy upadek Jezusa; za Jezusem są niezliczone rzesze ludzi niosących swój własny krzyż.
Prawdziwa miłość karmi się ofiarą. Te słowo w naszych czasach jest już obce, niewygodne. O potrzebie ofiary mocno przypomniała Matka Boża w Fatimie.
Na międzynarodowym spotkaniu młodzieży w Panamie, jedna z uczestniczek powiedziała  że nie wyjedziemy stąd, dopóki nie pozwolimy, aby Jezus wszedł w nasze serca. Zaprośmy Pana Jezusa do swojego życia, aby ono przynosiło stokrotny owoc.

Ks. Ryszard