Urodziny ks. Biskupa i Złoty Jubileusz

Felieton
Urodziny ks. Biskupa i Złoty Jubileusz
W ostatnią niedzielę 19 listopada w naszej Katedrze św. Zofii odbyła się podwójna  uroczystość-  urodziny ks. Bisupa  - Jana Purwinskiego oraz setna rocznica złożenia pierwszych ślubów zakonnych przez  matkę Elżbietę Róże Czacką.
O godz. 10 biskup ordynariusz Witalij Krywicki odprawił uroczystą mszę świętą, na której usłyszał wiele podziękowań i ciepłych słów pod swoim adresem. Podziękowania składane były przez delegacje parafian, członków grup modlitewnych oraz zespołu ,,Dzwoneczki,”  który uświetnił mszę swoim śpiewem.
Przed rozpoczęciem mszy św. siedziałem w konfesjonale. Ks. Biskup wszedł do katedry i zajął przeznaczone  dla niego miejsce. W tym momencie lud Boży widząc swojego pasterza zaczął klaskać. W ten sposób parafianie wyrazili swoją radość, wierni cieszyli sie bardzo, widząc swojego biskupa, który od czterdziestu lat prowadzi owczarnię w Żytomierzu. Spontaniczna radość uczestniczących we mszy dodaje siły  pasterzowi i utwierdza go w przekonaniu, iż droga, którą wybrał i którą kroczy wraz ze swoimi wiernymi, jest tą właściwą. Pasterz sam bowiem  potrzebuje światła, aby nie pobłądzić prowadząc swoją owczarnię.
Katedra w Żytomierzu może się poszczycić wieloma wspaniałymi pasterzami. Wśród nich był ks. profesor Władysław Krawiecki. To właśnie on poprowadził właściwą drogą urodzoną w Białej Cerkwi matkę Elżbietę Różę Czacką. Jej pradziad - Tadeusz Czacki był założycielem liceum w Krzemieńcu na Wołyniu. Róża Czacka miała słaby wzrok, w wieku lat dwudziestu dwóch  uległa wypadkowi podczas  przejażdżki na koniu. W wyniku tego zdarzenia całkowicie oślepła. Przez trzy dni nie wychodziła z pokoju. W końcu oznajmiła rodzicom, że pragnie poświęcić swoje życie niewidomym dzieciom. Nie wiedziała jednak, jak zrealizować ten plan. To właśnie w Żytomierzu zapadły jej najważniejsze decyzje życiowe. Właśnie tam spotkała światłego kapłana, który duchowo ja poprowadził. Wiosną 1918 roku wyjechała pociągiem z Berdyczowa do Warszawy.  Już tam  pozostała i w miejscowości Laski pod Warszawą  założyła dom dla dzieci niewidomych.
Pasterz potrzebuje światła i chociaż matka Elżbieta była niewidoma, to jednak posiadała światło płynące z góry od Pana Boga. W statutach, które napisała dla nowego zgromadzenia, były takie słowa: ,,Dzieło to jest z Boga i dla Boga. Jeśli będzie inaczej, to niech zniknie.”
O godz. 16.00 odprawiałem mszę świętą z udziałem sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Równo sto lat temu - 19 listopada 1917 roku matka Elżbieta  składała pierwsze śluby zakonne. Przed ołtarzem stał jej portret. Była na nim  w habicie franciszkańskim i miała zamknięte oczy. Czy naprawdę była niewidoma? A może miała inne światło? Dużo sie mówiło o tym niezwykłym świetle w czasie objawień w Fatimie. Kiedy dzieci ogarnęło  i przeniknęło to niezwykłe światło z płynące z nieba. Łucja spontanicznie wykrzyknęła: ,,Czy pójdę do nieba? Tak, Hiacynta też, ale Franek musi jeszcze odmówić dużo różańców.”
Jeśli mały chłopczyk musi sie tyle modlić, aby pójść do nieba, to co dopiero my? Kiedyś nadejdzie dzień w naszym życiu,   w którym nasze oczy się zamkną,  światło tego świata zgaśnie. Oby nasza Niebieska Matka zechciała otworzyć swoje ręce, aby przeniknęło nas to niezwykłe  światło.
Ks. Ryszard